31 stycznia 2012

Taiyou no Uta

Taiyou no Uta
Melodramat




     Xeroderma pigmentosum (zwana” Skórą Pergaminową”) to bardzo rzadko występująca choroba genetyczna, w skutek której ludzie nie są odporni na promienie ultrafioletowe. Nadwrażliwość na promienie słoneczne prowadzi do oparzeń, przedwczesnego starzenia się skóry, odbarwień czy nowotworów. Leczenie choroby jest niemożliwe, dlatego też osoby dotknięte tym schorzeniem muszą unikać słońca i często przeprowadzać kontrole dermatologiczne.
     Właśnie XP jest motywem przewodnim dramy „Taiyou no Uta”. Główna bohaterka, Kaoru Amane choruje na to schorzenie, nie jest to jednak zwykła alergia, jej choroba to typ A, który rozwija się wraz z wiekiem i uderza w układ nerwowy. Wiadome jest, że osoby chore na typ A nie dożywają 20 lat. Kaoru od zawsze była przygotowana na śmierć, stosowała preparaty z filtrami, unikała słońca, dnie spędzała w domu, a w nocy wychodziła na miasto, by poznawać świat. Kiedy w wieku szesnastu lat leczyła w szpitalu nogę, każdego ranka obserwowała przez okno chłopaka, który przejeżdżał tamtędy w drodze do pracy. Bardzo się zdziwiła, gdy pewnego dnia chłopak ten pojawił się z gitarą, którą z ciężkim sercem wyrzucił. Nie mogła zrozumieć dlaczego to zrobił, więc przywłaszczyła sobie instrument z zamiarem odnalezienia jego właściciela. Wtedy też, dzięki muzyce, znalazła ukojenie bólu spowodowanego chorobą.
     Od tego dnia minęły cztery lata, w trakcie których Kaoru pokochała muzykę. W każdą noc wychodzi do parku, gdzie siada z gitarą w dłoni i śpiewa. Za dnia wydzwania do różnych wytwórni muzycznych i wysyła płyty ze swoimi występami, jednak nikt nie chce jej wypromować, twierdząc, że nie nadaje się na debiutantkę. Kiedy wreszcie jeden z najbardziej znanych producentów muzycznych zgadza się z nią spotkać, plany te zostają pokrzyżowane przez jej chorobę. Wtedy właśnie pocieszenie przynosi jej tajemniczy chłopak, pierwszy właściciel gitary.
     Fujishiro Kouji jest zamkniętym w sobie dziewiętnastolatkiem. Wydaje się być zgorzkniały, smutny i niezainteresowany życiem, jednak spotkanie Kaoru było najlepszym zdarzeniem, jakie mogło mu się przytrafić. Dzięki niej zaczął na nowo odkrywać piękno muzyki, otworzył się na otaczający go świat i zrozumiał, jak ważne jest życie, które, jak wiadomo, ma się tylko jedno…
     Drama opowiada historię chorej dziewczyny, która dąży do spełnienia swojego marzenia o zostaniu znaną piosenkarką, a także o chłopaku, który to marzenie stara się urzeczywistnić. Pomagają mu w tym jego trzej przyjaciele, Ryuusuke, Yuta i Haruo.
     Postaci przedstawione w dramie są bardzo dobrze skonstruowane, są przede wszystkim ludźmi, a nie chodzącymi ideałami, którym bez żadnego wysiłku wszystko się udaje. Okazują emocje, tak dobre jak i złe. Bardzo podobało mi się to, że gdy przyjaciele Kouji’ego dowiedzieli się o chorobie Kaoru, chcieli ją zignorować, lecz za jego namową postanowili poznać ją lepiej.
     „Taiyou no Uta” to drama o tym, jak ważne jest ludzkie życie. Historia ukazana jest przez nastolatkę, która ma marzenia i chce je spełnić za wszelką cenę, nawet kosztem swojego życia… To urzekająca opowieść o tym, jak można egzystować z nieuleczalną chorobą. W trakcie oglądania, targały mną wszelkie emocje, od radości po smutek. Oczywiście, jak to często bywa, rozpłakałam się na ostatnim odcinku i do tej pory ciężko mi się pozbierać i zrozumieć dlaczego skończyło się tak, a nie inaczej. Dramę bardzo gorąco polecam nie tylko miłośnikom gatunku i spokojnej, urzekającej muzyki, ale wszystkim osobom, które mają marzenia, a uważają, że nie da się ich spełnić...


* informacje o XP pochodzą z wikipedii oraz portalu abc Zdrowie.pl
    
Liczba odcinków – 10 odcinków (46 minut)

26 stycznia 2012

Perfect Women

Witam serdecznie wszystkich czytelników.
     Ostatnio nie mam zbytnio czasu na pisanie recenzji, czytanie książek czy komentowanie waszych blogów, za co bardzo przepraszam. Niestety sesja dopada wszystkich studentów, więc ostatnio musiałam przysiąść trochę do nauki, a uczyć to ja się nie lubię… Na szczęście już prawie wszystkie kolokwia i egzaminy za mną. Wczoraj okazało się, że egzamin z metodologii zdałam na =3, co według mnie powinno być zaliczone, lecz moja „ukochana” pani doktor stwierdziła, że muszę poprawiać, tak więc cały dzień siedzę nad notatkami z metodologii i już mi to wszystko bokiem wychodzi… Na szczęście nie jest tego dużo i materiał jest dosyć prosty, bo w końcu w pracy licencjackiej pisałam o problemach badawczych, hipotezach, zmiennych itd… Teraz trzeba tylko wykuć regułki i napisać.
     Oprócz tego na bieżąco śledzę wszystkie informacje o ACTA. Nie podoba mi się to, że została podpisana… Podchodzę do niej w taki sposób, że jeśli zostanie ratyfikowana, to dla mnie Internet nie będzie już spełniał swojej roli, więc zwyczajnie skasuję moje blogi, usunę moje konta z portali społecznościowych (żeby mnie nie kusiło zaglądanie na nie), a z Internetu korzystać będę tylko w celu sprawdzenia strony mojej uczelni i poczty… No i może w celu sprawdzenia jakiś informacji podczas pisania pracy magisterskiej.
     W ramach przerwy od nauki zaglądnęłam na nowe posty blogowiczów, których obserwuję i jakież było moje zdziwienie, gdy w jednym z nich ujrzałam swój nick… Otóż okazało się, że Zorija wzięła udział w zabawie i zaprosiła do niej również mnie. Tak więc oto moje odpowiedzi:


Zasady:
1. Wybierz idealne, Twoim zdaniem, kobiety w trzech kategoriach:
- perfekcyjna w swoim zawodzie,
- ideał urody,
- perfekcyjny styl, elegancja.
Jeśli chcesz, dodaj zdjęcia i uzasadnij swój wybór.
2. Umieść na swoim blogu obrazek z tagiem Perfect Women.
3. Podaj informację, kto Cię otagował.
4. Przekaż zabawę kilku innym bloggerkom.

1. Perfekcyjna w swoim zawodzie
Nicole Kidman

W zasadzie mogłabym podać ją w każdej z tych kategorii, ale poszłabym na łatwiznę, prawda? Nicole jest moją ulubioną aktorką i uważam, że jest świetna w tym, co robi. Szczególnie polubiłam ją w filmach „Inni” i „Moulin Rouge”.

2. Ideał urody
Eva Longoria

Bardzo ciężko mi ocenić kobiecy ideał urody… Nie tylko dlatego, że sama jestem kobietą, ale też z tego względu, że ciężko teraz z naturalnością u aktorek czy piosenkarek, więc to, co widzę w telewizji czy na plakatach jest trochę złudne… Wybrałam Evę Longorię, ponieważ jest ładna, ma ładne kości policzkowe i oczy… A na oczy zawsze zwracam uwagę.

3. Perfekcyjny styl, elegancja
Marcia Cross

Ta kategoria zabiła mi przysłowiowego ćwieka… Nie zwracam uwagi na styl i elegancję. Są osoby eleganckie, są osoby, które tej elegancji w sobie nie mają. Ciężko było mi kogokolwiek wybrać, ale doszłam do wniosku, że Marcia Cross, czyli jedna z bohaterek serialu „Gotowe na wszystko” idealnie pasuje do tej kategorii. Muszę jeszcze dodać, że jej włosy są przepiękne…

Do zabawy zapraszam:
- Dwojra
- Bluszczyk
- Black Fairy
- Jarka
- oraz wszystkich, którzy chcieliby podzielić się swoimi typami :)

18 stycznia 2012

Zew nieśmiertelności

Anne Frasier
Zew nieśmiertelności
Thriller, sensacja, kryminał



     Na początku chcę Was zapytać o wampiry. Czy wierzycie w nie? Czy uważacie, że żyją gdzieś na tym świecie, kryjąc się w mroku nocy i śpiąc za dnia? Czy Vlad Palownik był prawdziwym wampirem, czy też tylko człowiekiem, którego uważano za krwiożerczego potwora? I, co najważniejsze, czy ludzie mogą stać się wampirami poprzez picie krwi młodych dziewcząt? Czytałam kiedyś artykuł o grupie ludzi z USA, którzy nazywają się wampirami, śpią w trumnach i żywią się ludzką krwią. Ciekawa jestem, czy próbują znaleźć eliksir życia, czy kiedyś wynajdą coś, co pozwoli im żyć wiecznie…
     Anne Frasier, autorka książki „Zew nieśmiertelności”, poruszyła ten temat w swojej powieści. Nie pisała o prawdziwych wampirach, które przegryzają skórę swoimi ostrymi kłami i wysysają krew z ludzi, lecz o ludziach ogarniętych żądzą nieśmiertelności.
     Tuonela jest bardzo dziwnym miasteczkiem. Jej mieszkańcy są bardzo przesądni, a wszystko to za sprawą mężczyzny, żyjącego wiek temu, którego ludzie zwali Nieśmiertelnym. Owy mężczyzna wzbudzał strach już w czasie swojego życia, jak również sto lat później. Miał dosyć nieprzyjemne hobby, które polegało na mordowaniu kobiet i dzieci. Niektórzy wierzyli, że kąpał się w ich krwi, która „płynęła ulicami, aż ziemia przesiąkła nią do cna”*. Po jego śmierci mieszkańcy miasteczka postanowili opuścić wioskę i przenieść się w inne miejsce, osiem kilometrów dalej. Nazwali je Nową Tuonelą, natomiast to, które opuścili zostało mianowane Starą Tuonelą, miastem umarłych, które omijano szerokim łukiem.
     Pewnego dnia w Nowej Tuoneli znaleziono ciało nastolatki. Morderstwo to znacznie różniło się od innych, otóż ciało Chelsea było całkowicie pozbawione krwi. Takiemu czytelnikowi jak ja, oczarowanemu „dziećmi nocy”, od razu nasuwa się myśl o wampirach. Byłam nieco rozdarta pomiędzy opiniami ludzi mieszkających w Tuoneli, z których część wierzyła, że wampiry nie istnieją, a reszta była święcie przekonana, że nieumarli są wśród nich. Jednak z każdą kolejną stroną wyrabiałam sobie własną opinię. Ale wracając do morderstwa… Po serii badań ciała zmarłej i próbek jakie pobrano z miejsca zbrodni, podejrzewano Evana Strouda, który z powodu swojej choroby musiał rozpocząć nocne życie, chowając się przed światłem dnia. Ludzie w wiosce często nazywali go z tego powodu wampirem. Jednak mężczyzna był niewinny i za wszelką cenę musiał to udowodnić.
     Bohaterowie byli ludźmi z krwi i kości, pomijając oczywiście zwłoki, bo te raczej nie miały w sobie krwi… W czasie pisania uświadomiłam sobie, że te wszystkie martwe osoby były ciekawiej opisane niż niektórzy żyjący ludzie, co niesamowicie mnie rozśmieszyło, cóż… zdarza się, prawda? Ale wracając do tematu, w książce pojawiło się wiele postaci, jedne były tylko epizodyczne, inne zostały na dłużej. Przede wszystkim poznajemy tu maltretowanego, niekochanego nastolatka Grahama, jego nieodpowiedzialną, złą matkę Lydię, znakomitego pisarza Evana, badacza historii Starej Tuoneli, który borykał się z problemem ciężkiej fotodermatozy, panią patolog i koronera sądowego Rachel oraz jej ojca komendanta Burtona, komendanta policji. Reszta postaci również jest ciekawa i ważna, jednak nie chcę zdradzać zbyt wiele, ponieważ jest to ważną częścią fabuły. Z wszystkich tych osób najbardziej zapałałam sympatią do Evana, pomimo jego złej strony, którą dopiero zaczynał poznawać. Bardzo przejęłam się jego historią, próbowałam wyobrazić sobie jak to jest żyć z taką okropną chorobą, tym bardziej, kiedy wspomniane zostały podróżnicze płyty DVD czy też temat sprowadzania herbaty specjalnie z Anglii. To niewiarygodne, jak ten człowiek był umęczony takim życiem. W takich przypadkach dziękuję Bogu za to, że jestem zdrowa…
     W trakcie czytania mogłam zanurzyć się w odmętach ludzkich umysłów, szczególnie w tych ciemnych zakamarkach, oraz odczuć realny strach przed starszą częścią miasta, tą, w której niegdyś żył mrożący krew w żyłach wampir. Plastyczne opisy doskonale oddawały grozę tego miejsca. Dodatkowo niepokój wzmagała tajemnica, zagadkowe morderstwo i późniejsze wydarzenia. Swoistego smaczku dodawały tutaj wątki nadprzyrodzone, które przeplatały się z realnym światem.
     To było moje pierwsze spotkanie z Anne Frasier i myślę, że nie ostatnie. Książka trzymała w napięciu i żal było mi się z nią rozstawać, tym bardziej, że zakończyła się dość nieoczekiwanie, na szczęście jest kolejna część, którą muszę wytropić i się z nią zapoznać. Książkę polecam przede wszystkim wielbicielom thrillerów, kryminałów i wampirów.

* A.Frasier "Zew nieśmiertelności"


Wydawnictwo: AMBER
Liczba stron: 232